Historyk o źródłach imperializmu w Rosji. „To nie naród, to maszyna do podbojów”
Putin przywrócił terror, jakiego nie było od czasów stalinowskich i ludzie rzeczywiście się boją. Ale to, że nie wychodzą masowo na ulice świadczy o tym, że nie są spójnym społeczeństwem zdolnym do działania we wspólnej sprawie. Rosję zamieszkuje tłum - mówi Adam S. Zamoyski, polsko-brytyjski historyk.
Jak zdefiniowałby pan podstawy rosyjskiego imperializmu? Wywodzi się przede wszystkim z kompleksu niższości i towarzyszącej mu obawy przed światem, który wydaje się groźny. Powiem w sposób politycznie niepoprawny: „Rosja jest jak ohydna kobieta, która jest przekonana, że wszyscy chcą ją posiąść”. Widząc we wszystkim obrazę lub prowokację, to państwo psychicznie trwa w ciągłym stanie obronnym i nigdy nie będzie spokojne i zadowolone ze stanu rzeczy, bo jak zauważył kanclerz Niemiec Helmut Schmidt, dla Rosji jedyna granica do przyjęcia jest taka, na której rosyjscy żołnierze stoją po obydwu stronach. Reklama Czy zatem sposób działania Rosji carskiej, sowieckiej i putinowskiej jest w miarę przewidywalny? Patrząc na historię Rosji można odnieść wrażenie, że od kilkuset lat realizuje z żelazną konsekwencją zbrodniczy plan, bo co jakiś czas jej armia maszeruje na kolejną wojnę. Od XV wieku, kiedy Moskwa zniszczyła i wchłonęła księstwa ruskie, jej racją stanu jest szukanie bezpieczeństwa przez ekspansję. To wynika z tego, iż państwo Iwana Groźnego, potem carskie, sowieckie i putinowskie nie jest krajem takim, jak my to rozumiemy w Europie. Nie wywodzi się z narodu czy społeczeństwa: to twór czysto polityczny. Inne państwa rozwijały się w sposób organiczny, najpierw powstawały prowincje, które się łączyły, wrastając w jeden organizm społeczny, który tworzył własną tożsamość. Państwo rosyjskie nie ma takiego podłoża społecznego. U jego podstaw jest wielka próżnia i dlatego od wieków rosyjskich intelektualistów, pisarzy, poetów, filozofów dręczy próba zdefiniowania jakiejś „rosyjskiej duszy”. Niemalże przez cały XIX wiek drążyli ten temat, jakby nie mieli pewności, kim są. U Lwa Tołstoja w powieści „Wojna i pokój” jest scena, w której w Nataszę nagle wstępuje „duch narodu” i dzięki temu wykonuje taniec, który w jakiś bliżej niewytłumaczony sposób ucieleśnia ten mniemany „duch”. Jedynie Gogol moim zdaniem trzeźwo obnażył w swych pismach prawdziwą duszę Rosjan. Takie dylematy nie trapiły Francuzów czy Anglików i pomimo przemian społecznych, takich jak presja migracji, separatystycznych mrzonek Katalończyków, Szkotów czy Bretończyków, większość społeczeństw europejskich czuje się pewna swojej tożsamości i nie widzi potrzeby podbijania innych krajów. Czytaj więcej Plus Minus Putin jako „dziadek w bunkrze”. Atak na Ukrainę zainfekował język rosyjski Dlaczego żołnierz, który „wypełnił zadanie”, nigdy nie wróci do domu? Czym jest „Baba Jaga” nadlatująca od strony Ukrainy? A kim „dziadek w bunkrze... Czy to może oznaczać, że właśnie wojna jest czymś, co spaja Rosję, ostatnie kilkaset lat to historia podbojów, poszerzania granic, osiągania „bezpieczeństwa” – jak mówią sami Rosjanie? Wojna jest pospolicie stosowanym panaceum na kryzysy wewnętrzne: z jednej strony odwraca uwagę społeczeństwa od ekonomicznego bałaganu, niedostatku i innych źródeł niezadowolenia, a z drugiej piętnuje wszystkich niezadowolonych niemalże zdradą, bo „jak można narzekać na brak chleba, kiedy ojczyzna wzywa do poświęcenia się wspólnej sprawie!”. A w Rosji przecież panuje wieczny niedostatek i bałagan. Do tego należy dodać, że w Rosji również gra to poczucie zagrożenia, potęgowane przez wszystkie rządy rosyjskie, bo przestraszonym społeczeństwem łatwiej manipulować. Ponadto warto przypomnieć, że Rosja, czy to carska, czy to sowiecka, czy też putinowska, to przede wszystkim dyktatura. A dyktatury uzasadniają swój byt potrzebą ciągłej walki dążącej do jakiegoś nieosiągalnego celu, jakąś zbawienną misją, która nakłada obowiązek łączenia się we wspólnym czynie. Większość państw narodowych tworzyła swoją tożsamość w opozycji do innych. Francuzi w jakiś sposób, mimo wielkich sympatii i wzajemnego podziwu, podświadomie karmią swoje samopoczucie tym, że są inni, niż Anglicy, ale Anglicy robią tak samo. Czasami spajają państwa czynniki religijne, czasami kulturowe, innym razem geograficzne, a w przeszłości także dynastyczne. Zatem już od czasów plemiennych gromadzono się dla utrzymania bezpieczeństwa, tworząc tym samym własną tożsamość w opozycji do innych. Gdy powstające z tego narody się ukształtowały i, jak to mówią Francuzi, „dobrze się czuły we własnej skórze”, to już nie czuły potrzeby agresji wobec innych. Rosja takiego stanu nie osiągnęła. Szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow miał stwierdzić, że Putin ma trzech doradców: Iwana Groźnego, Piotra I i Katarzynę Wielką. Jeśli tak, to tłumaczy obecny stan Rosji, bowiem ci trzej władcy mieli zupełnie sprzeczne wizje. Cesarstwo stworzone przez Iwana Groźnego było inspirowane przez mit spadku po Bizancjum, więc Trzeci Rzym, ale na modłę mongolską, co pociągało za sobą zjednoczenie wszystkich ziem dawnej Rusi i miało nie mieć nic wspólnego z Europą, wręcz traktować Europę jako wrogą pod każdym względem, a przede wszystkim duchowym. Piotr Wielki chciał z Rosji zrobić kraj europejski, rozwijając gospodarkę na modłę i z pomocą fachowców z różnych krajów europejskich, i w tym duchu „przebrać i ustrzyc swych bojarów”. A Katarzyna Wielka dążyła do stworzenia państwa kosmopolityczno-europejskiego, a przy tym owinięcia go w sławę Bizancjum, podbijając Bałkany i Konstantynopol. Bolszewia próbowała zbudować międzynarodowego rewolucjonistę, a stworzyła homo sovieticus. Nic dziwnego, że Putin się w tym wszystkim pogubił i szuka wyjścia w agresji i podboju. Patrząc na historię Rosji, można odnieść wrażenie, że co jakiś czas okresy gorącej wojny spowalniają. W tym czasie Rosja łapie oddech i przygotowuje się do kolejnej, oczywiście pod pozorem „wyzwolenia” innych ludów. Już w okresie wiedeńskim w 1815 r. Rosja cara Aleksandra I łączyła retorykę „wyzwoliciela” z dążeniem do hegemonii w Europie, tworząc Święte Przymierze, w czasach nam bliższych to był np. okres pieriestrojki Gorbaczowa. Moim zdaniem to nie łapanie oddechu, a raczej pauza po porażce lub chwila niemocy czy niepewności. Należy też przypomnieć, że w przeszłości Rosja zawsze wolała sięgać po dojrzałe owoce, takie, które łatwo wpadają do ręki i nie lubi ryzykować, kierując się instynktem hieny – tak jak 17 września 1939 r.
Ale wracając do tematu tożsamości, celowo nie mówię o narodzie rosyjskim, bo takie określenie nie do końca pasuje do tej masy człowieczeństwa zamieszkałej w granicach tego imperium, tak jak nie można objąć terminem „naród polski” ludności pierwszej Rzeczypospolitej. Natomiast łączyła ich jakaś więź. Londyn jest pełen Rosjan przyciągniętych przez lepsze warunki pracy, warunki życia i swobodę działania, którym nie przyszłoby do głowy wrócić do Moskwy czy do Petersburga. Ale kiedy się coś powie negatywnego o Putinie czy o inwazji na Ukrainę, solidarnie go chwalą. Znam ludzi wykształconych i inteligentnych pochodzących z arystokratycznych rodów bałtyckich z korzeniami niemieckimi, którzy wiernie służyli carowi i musieli uciekać przed bolszewikami. Ale nawet w trzecim pokoleniu pobytu w Anglii, uważają, że Rosja ma święte prawo do terytorium Ukrainy. Zatem ciągle spaja ich imperializm rosyjski. Tak. Wiernie na potrzebę stają w szeregu. Car Aleksander III miał powiedzieć, że Rosja ma tylko dwóch sojuszników: swoją armię i swoją flotę. Dlaczego zachowanie wojsk rosyjskich niemal zawsze na przestrzeni dziejów oparte jest na brutalnej przemocy? Istnieje przyzwolenie na stosowanie wszelkich metod? Mamy niedawny przykład zbrodni dokonanych w Buczy. Ich wojsko istnieje tylko w oparciu o brutalną dyscyplinę i korupcję. Tak było od zawsze. Gdy jeszcze była branka w XVIII i XIX wieku, w czasie poboru cała wieś żegnała młodych ludzi, bo wiedzieli, że są straceni. Pójście do wojska było traktowane jak żegnanie się z życiem. Wtedy służba trwała 25 lat. W tym okresie oni byli przetwarzani w zupełnie innych ludzi. Nawet jeżeli przetrwali, rzadko wracali do własnych wsi, bo ci, którzy wracali często bywali odrzuceni przez mieszkańców, nawet rodzinę. Wojsko rosyjskie było innym światem, gdzie traktowano ludzi jak bydło i mięso armatnie. Tak jest do dzisiaj. W czasie pokoju ciągle w armii rosyjskiej jest wysoki współczynnik samobójstw, bo rekruci są bici, gwałceni, traktowani w sposób bestialski. Gdy takich ludzi wysyła się na wojnę, to jest oczywiste, że zachowują się jak bestie. Zastanawiam się na ile na model tej brutalnej „dyscypliny” miała wpływ historia Złotej Ordy, czyli czasy dominacji mongolskiej przez 200 lat, co zresztą pozwoliło na rozwój państwa moskiewskiego? Czy te wzory są jakoś ciągle obecne w wojsku? Państwo moskiewskie rozwinęło się pod wpływem Ordy i Iwan Groźny wiele od niej przejął, między innymi brak pojęcia godności człowieka. To leży u podstaw państwa carskiego, sowieckiego, czy putinowskiego: człowiek jest w nim tylko podmiotem, instrumentem. Jeżeli się przyda do wojska, to dobrze. Jeżeli to ładna dziewczyna, to „do boju”. Czytaj więcej Plus Minus Putin chce decydować o losie Mołdawii, Ukrainy czy Gruzji. To może mu się udać Władimir Putin chce decydować o losie Mołdawii, Ukrainy czy Gruzji, a przynajmniej siedzieć przy stole, przy którym decydują się losy Europy. Osiąg... Zbliżając się do czasów nam bliższych, przypomnijmy, że to stalinizm przekształcił państwo w machinę wojenną. Dzisiaj, można odnieść wrażenie, że Putin stawia sobie podobny cel, ale w zupełnie innych realiach gospodarczych i politycznych. Jak każdy dyktator cierpi na etatowy brak poczucia pewności swego położenia, a zatem samego siebie, bo z natury rzeczy on jedynie odpowiada za każde niepowodzenie, a zarazem panuje jedynie przez terror. Świetnym przykładem jest Napoleon, który w 1813 r. po powrocie z Rosji miał okazję zawrzeć traktat, co prawda niezbyt korzystny, ale który by mu pozwolił przetrwać na tronie Francji. Do tego namawiał go Klemens von Metternich, austriacki minister spraw zagranicznych, któremu zależało na mocnej Francji jako przeciwwadze do agresywnej Rosji. Ale Napoleon odmawiał, tłumacząc, że jeżeli pokaże słabość, utraci władzę. To samo widzimy u Putina, który przedstawił wizję wielkiej Rosji, świetnie przyjmowaną przez ciemny lud, i boi się jej zaniechać. Dlatego Putin sięga po mit wielkiej wojny ojczyźnianej? Warto przypomnieć, że jej korzenie sięgają jeszcze kampanii napoleońskiej, czyli tzw. wojny ojczyźnianej z 1812 r. Putin będzie sięgał do wszystkich możliwych mitów, bo jego władza nie ma żadnych legitymujących podstaw i nic pożytecznego dla Rosji nie zrobiła. Mało tego, pogrążył ją ekonomicznie i zniszczył jej wiarygodność na arenie międzynarodowej. Zanim napadł na Ukrainę, Rosja była uważana za drugą potęgę militarną na świecie, a stała się pośmiewiskiem, płacąc szacunkowe straty wielkości 1,2 mln żołnierzy za kilkadziesiąt kilometrów kwadratowych. Z pana wywodu wynika, że Rosja ma w swoją historię zaszyty ekspansjonizm, imperializm. Czy to oznacza, że wcześniej lub później uderzy na zachód, na kraje bałtyckie, a być może także Polskę? Oczywiście, dzisiaj to jest futurologia, mniej lub bardziej możliwy scenariusz na przyszłość. Nie jest tajemnicą, że Putin liczył na łatwy podbój Ukrainy, który przypieczętowałby rozbiorem kraju, wierząc, że przekupi Polskę i Węgry łapówkami Lwowa przyłączonego do Polski i Zakarpacia do Węgier. To powodowałoby zbliżenie tych państw do Rosji oraz izolację krajów bałtyckich, które znalazłyby się poza zasięgiem pomocy sił lądowych NATO i łatwe do podbicia przez Rosję. Realizacja tego scenariusza skutkowałaby odtworzeniem dominacji rosyjskiej z czasów sowieckich. Ten jego plan nie wypalił, ponieważ Ukraina się obroniła, Europa stanęła po jej stronie, ukraińscy sympatycy wzmocnili początkowe słabości rządu Zełenskiego. Cechą każdej dyktatury jest to, że wszyscy kłamią, aby się upodobać przełożonym, więc Putin nie mógł wiedzieć, że wojsko jest niesprawne, brakuje sprzętu, a czołgi nadają się na złom. Napoleona też generałowie ciągle okłamywali, podając lipne stany żołnierzy w swych oddziałach, by uniknąć gniewu cesarza. Czytaj więcej Plus Minus Rosja jest na krawędzi chaosu. Brakuje policji, rośnie przestępczość W Rosji dramatycznie zaczyna brakować policjantów. Już teraz wpływa to na wzrost przestępczości, a wraz z powrotem z frontu tysięcy weteranów sytua... Jeśli Putinowi pozwoli się „zjeść śniadanie w Kijowie”, to gdzie będzie jadł kolację? W jednym z wywiadów odwołał się pan do słów Burke’a, który stwierdził, że w czasie rozbiorów „Polska była tylko śniadaniem”. To, co się dzisiaj dzieje na Ukrainie, ma ogromne znaczenie. Gdyby rzeczywiście Ameryka zmusiła Ukrainę do ustępstw, nawet niewielkich, np. aby oddała cały Donbas, prawdopodobnie za kilka lat zaczęłoby się na nowo, bo żadne gwarancje nie mają jakiegokolwiek znaczenia. Przypomnę, że kiedy Ukraina zgodziła się oddać broń atomową, to otrzymała gwarancje bezpieczeństwa od Brytyjczyków i Amerykanów. I co z tego wynikło? Tyle mniej więcej były one warte, co francusko-brytyjskie gwarancje dla Polski w 1939 r. Czy wojnę obronną Ukrainy można porównać do powstania warszawskiego, patrząc na heroizm ukraińskich żołnierzy w ich starciu z rosyjską nawałą? Myślę o płaszczyźnie moralnej ich walki o wolność. Heroizm ukraińskich żołnierzy, i nie tylko żołnierzy, w sposób legendarny utkwi w pamięci narodowej, lecz nasuwa się przede wszystkim porównanie do kampanii wrześniowej 1939 r. Gdyby wtedy Francja, bo Wielka Brytania w zasadzie nie miała wojsk lądowych, tylko lotnictwo i flotę, dokonała dywersji na granicy z Rzeszą Niemiecką, a nie chowała się za linią Maginota, Hitlerowi nie byłoby tak łatwo pokonać Polski, a Stalin nie wkroczył na terytorium Rzeczypospolitej. Sposób, w jaki się zakończy ta wojna, będzie miał ogromny wpływ na to, jak w przyszłości Ukraińcy będą spoglądali na Europę i Zachód. Czy zatem dzisiaj, patrząc na sytuację geopolityczną, zatoczyliśmy koło historii i jakby mamy sytuację z 1938 lub początku 1939 r.? Tak. Myśmy byli wówczas na pierwszej linii walki, a teraz na niej stoją Ukraińcy. Jeżeli Zachód powtórzy błędy tamtego okresu, to będzie zmuszony później bronić się na terenie Polski, Niemiec czy Węgier. Gdy patrzę na historię współczesnej Rosji i wojnę na Ukrainie zastanawiam się, dlaczego Rosjanie się nie buntują. Historia tego państwa jest przecież naznaczona wieloma przewrotami – od powstania Razina, Mazepy, Pugaczowa, dekabrystów, po rewolucję bolszewicką. A może jak pan powiedział, ci ludzie faktycznie nie zostali ukształtowani do funkcjonowania w państwie narodowym, tylko w jakichś strukturach imperium, które ciągle musi się rozrastać? Te powstania, o których pan mówił, to były powstania chłopskie. A rewolucja bolszewicka była prostą konsekwencją wojny światowej i towarzyszącemu jej rozpadu państwa. Ale dekabrystów już nie, to był zryw oficerów i arystokratów, którzy chcieli obalić carat. To nie było powstanie, raczej manifestacja uliczna. Nie mieli ani planu działania, ani programu naprawy państwa, po wyjściu z koszar nie wiedzieli, co dalej robić. Byli przygotowani jedynie na poświęcenie się. Gdyby nie skończyło się tragicznie, to byłaby farsa. Zastanawiam się, czy dzisiaj takim impulsem do buntu nie może być postępująca porażka w wojnie na Ukrainie? Nie ukrywam, że od początku tej wojny byłem przekonany, że nie potrwa ona tak długo, że przyjdzie chwila, kiedy żołnierze się odwrócą, zabiją dowódców, którzy będą chcieli ich powstrzymać i pójdą do domu, jak w 1917 r. Dzisiejszy stan pokazuje, że państwo putinowskie o wiele bardziej kontroluje społeczeństwo niż za czasów Breżniewa. Wojna w Afganistanie została zakończona, gdy na ulice wyszły kobiety – matki żołnierzy. Teraz tych matek nie widać. Tymczasem w Afganistanie zginęło kilkanaście tysięcy żołnierzy, a na Ukrainie wielokrotnie więcej. Putin przywrócił terror, jakiego nie było od czasów stalinowskich i ludzie rzeczywiście się boją. Ale to, że nie wychodzą masowo na ulice świadczy o tym, że nie są spójnym społeczeństwem zdolnym do działania we wspólnej sprawie. Rosję zamieszkuje tłum. Socjologowie określają taki stan masą homogeniczną, która składa się z jednostek o podobnych postawach, poglądach, sposobach działania, jest ona słabo ustrukturyzowana i rozproszona. Trudno nazwać to społeczeństwem czy narodem, bo tam nie działają niezależne instytucje pozarządowe, braterstwa, stowarzyszenia, wolontariat. Ograniczona do minimum jest też rola samorządu. W takich warunkach ludzie zwykle myślą o sobie, nie dbają o otoczenie, nie mają poczucia własnej godności, to pojęcie raczej obce w tak autokratycznym państwie.
https://www.rp.pl/plus-minus/art44331561-historyk-o-zrodlach-imperializmu-w-rosji-to-nie-narod-to-maszyna-do-podbojow